Truchtając do pracy, na uczelnię i w milion innych miejsc, spędzając sporo życia w autobusach, busach i tramwajach (szczerze kocham komunikację miejską w Krakowie) staram się nie marnować czasu. Nie zawsze mam warunki, czy nawet chęć, aby pogrążyć się w lekturze. Mimo że mam świadomość, że dla nie tak małej rzeszy płci brzydszej książka jest niemal erotycznym atrybutem ;)
Jestem zadeklarowaną miłośniczką audiooboków. Przesłuchałam sporo, nie wszystkie nagrania są dobre - przygotowując się do jednego z egzaminów na studiach już nie miałam siły czytać, słuchałam więc 'Potopu' - zasnęłam przy tym niezliczoną ilość razy. Od kilku miesięcy, walcząc z jednym z moich wielu kompleksów - szczątkową znajomością języka angielskiego - słucham sobie książek po angielsku. Polecam! Obecnie wczuwam się w klimat 'Salem Lot' Stephena Kinga - tak niepasujący do wiosennego-letniego klimatu, a i tak potrafi wciągnąć. Ostatnio przechodziłam fazę audiobooków o całkiem innej tematyce - szeroko pojętego rozwoju osobistego.
Warty uwagi jest audiobook (dostępny również w wersji książkowej) Bartka Popiela "Przestań odwlekać i zacznij działać". Może dla kogoś są tam same truizmy, jednak nie dla mnie - nawet jeśli coś tam wiem, to inaczej, gdy ktoś bardziej doświadczony to zwerbalizuje i do tego podsunie kilka praktycznych (nie wyidealizowanych i niemożliwych do wprowadzenia w życie) rozwiązań. Mnie słuchanie dało energetyzującego kopa! Przekaz jest odpowiednio bezpośredni, zero głaskania po główce w stylu amerykańskich poradników lub zbyt dużej wiary w hokus-pokus w stylu 'Sekretu' (ta książka wywołuje u mnie ambiwalentne uczucia, ale o tym kiedyś).
Bartka Popiela odbieram jako autentycznego, inteligentnego faceta, lubię jego styl formułowania myśli. On sam wzbudza we mnie wielką sympatię - podoba mi się jego zaangażowanie nie tylko w biznes.
(Blog Bartłomieja Popiela http://bartekpopiel.pl/)
A teraz przyziemności - micha spoko,
plany z ruszeniem tyłka na weekend: sobota 50 minut basen, niedziela pierwszy raz - TBC (Total Body Condition), zobaczymy, czy dam radę i jak spisze się moje naderwane ścięgno mięśnia dwugłowego uda - szpanowanie robieniem szpagatu, bez rozgrzewki to jest to! ;)
(tak, w końcu zainwestowałam w karnet - nie ma odwrotu).

.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz