BUP spoko, chociaż miałam chęć na coś dającego więcej pozytywnej energii. Nie było lekko, ilośc powtórzeń dała po tyłku. Dosłownie. Zjedzone śniadanie nie do końca dobrze ułożyło się w żołądku, mimo że zjadłam i tak 2/3 małej porcji (resztę po) i sama nie wiem jak to jutro rano rozegrać (no dobra, wiem, chcę wciągnąć muffina, którego znów dostałam od mojej kumpeli - to nie jest Słodki Dzień, ale darowanym słodkościom, domowej roboty i w małych ilościach nie mam ochoty się oprzeć).
Zastanawiałam się ostatnio, czy nie warto zainwestować choćby w jednorazowy trening personalny. I po dzisiejszym miotaniu się na siłowni, nie wiedząc do czego służy większość tego żelastwa (ostatecznie znów popedałowałam z 15 minut) mam już odpowiedź. Poza planem treningowym, liczę na konkretne informacje na temat tego co, kiedy jeść. Mam nadzieję, że spotkanie mnie nie rozczaruje, bo wiele się po nim spodziewam.
Jutro o 8.30 TBC, mam nadzieję, że w tej grupie podołam układom - przy czym moja marna koordynacja ruchowa sprawia, że i tak wszystko potrafię zrobić odwrotnie.
Trochę dziwne - dopiero co zaczęłam cokolwiek robić w kwestii diety, zdrowia i poprawy kondycji, a już czuję się zdecydowanie lepiej, mam nawet wrażenie, że lepiej wyglądam. Chociaż właściwie, czy powinnam być zaskoczona? Tyle czasu MARZYŁAM o tym, żeby zająć się byciem fit, że teraz nawet jeśli jeszcze nic nie mogło się zmienić na lepsze w kwestii kilogramów, centymetrów i proporcji tłuszczu do tkanki mięśniowej, to sama satysfakcja z tego, że w końcu robię to, o czym tyle myślałam powoduje, że promienieję ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz