wtorek, 14 maja 2013

IX

BUP spoko, chociaż miałam chęć na coś dającego więcej pozytywnej energii. Nie było lekko, ilośc powtórzeń dała po tyłku. Dosłownie. Zjedzone śniadanie nie do końca dobrze ułożyło się w żołądku, mimo że zjadłam i tak 2/3 małej porcji (resztę po) i sama nie wiem jak to jutro rano rozegrać (no dobra, wiem, chcę wciągnąć muffina, którego znów dostałam od mojej kumpeli - to nie jest Słodki Dzień, ale darowanym słodkościom, domowej roboty i w małych ilościach nie mam ochoty się oprzeć).


Zastanawiałam się ostatnio, czy nie warto zainwestować choćby w jednorazowy trening personalny. I  po dzisiejszym miotaniu się na siłowni, nie wiedząc do czego służy większość tego żelastwa (ostatecznie znów popedałowałam z 15 minut) mam już odpowiedź. Poza planem treningowym, liczę na konkretne informacje na temat tego co, kiedy jeść. Mam nadzieję, że spotkanie mnie nie rozczaruje, bo wiele się po nim spodziewam. 
Jutro o 8.30 TBC, mam nadzieję, że w tej grupie podołam układom - przy czym moja marna koordynacja ruchowa sprawia, że i tak wszystko potrafię zrobić odwrotnie.

Trochę dziwne - dopiero co zaczęłam cokolwiek robić w kwestii diety, zdrowia i poprawy kondycji, a już czuję się zdecydowanie lepiej, mam nawet wrażenie, że lepiej wyglądam. Chociaż właściwie, czy powinnam być zaskoczona? Tyle czasu MARZYŁAM o tym, żeby zająć się byciem fit, że teraz nawet jeśli jeszcze nic nie mogło się zmienić na lepsze w kwestii kilogramów, centymetrów i proporcji tłuszczu do tkanki mięśniowej, to sama satysfakcja z tego, że w końcu robię to, o czym tyle myślałam powoduje, że promienieję ;)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz