Niestety potrzeba prowadzenia bloga była przeze mnie tak długo tłamszona, że teraz, gdy już go założyłam, mam świadomość, że przynajmniej na początku, nie będzie on prowadzony zbyt porządnie - nie chce mi się tego zaplanować i poświęcić temu jakiś przyzwoity czas. Chcę pisać! ;)
Dziś pozwalając kiepskiemu nastrojowi na przejęcie kontroli nad moim postępowaniem, postanowiłam się nad sobą odrobinę poznęcać i dowiedzieć się jak się mają moje, naprawdę nielubiane - BIODRA i UDA.
Od jakiegoś roku nie noszę spodni, tylko sukienki i spódnice - sądzę, że to najkorzystniejszy wybór, gdy chce się zamaskować grube uda i szerokie biodra. I wszystko byłoby cudowne, gdyby nie to, że czuję się mocno ograniczona przy wyborze ubrań - oczywiście uwielbiam spódnice, jednak bywam sfrustrowana, gdy nie kupuję bluzki "Bo przecież pasuje tylko do spodni". Gdy pomyślę sobie o tym, że wcześniej chodziłam w RURKACH jest mi naprawdę szkoda ludzi, którzy byli skazani na taki estetyczny gwałt.
W ciągu najbliższych dni zrobię research - co ja mogę kuźwa zrobić, żeby TO jakoś wyglądało. Oczywistością jest, że przede wszystkim schudnąć, ale niestety moje dotychczasowe chudnięcie (praktycznie bez ćwiczeń), to zaniknięcie biustu i uwypuklenie szerokości bioder.
Przy moich 162 cm wzrostu i proporcjonalnie krótkich nogach warto mieć cycki, bo odwracają uwagę od reszty ;)
(Wstawienie zdjęć, nawet w jeansach, jest dla mnie dużym wyzwaniem - gdyby ktokolwiek, kiedykolwiek był nimi zainteresowany, to uprzedzam - wiem, że mam wielką dupę. Wiem, że powinnam schudnąć. Pokazuję się po to, żeby mieć większą mobilizację do pracy nad sobą. Chrrrum, chrrum.).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz