niedziela, 2 czerwca 2013

Roo Sou - leczniczy wywar.

Niestety dopadła mnie choroba, z którą muszę wygrać w trybie ekspresowym - nie mogę pozwolić sobie na ani jeden dzień wolnego w pracy.
Wyposażona w ciężką artylerię w postaci:
saszetki do rozpuszczenia z dawką 1000 mg paracetamolu, Esberitox (który podobno skraca czas chorowania nawet w przypadku klasycznego siedmiodniowego przeziębienia), czosnek, miód gryczany, litry rumianku i lipy postanowiłam iść na całość i zrobiłam ROSÓŁ.
Poczytałam co nieco na temat jego zdrowotnych właściwości i wiadomo, że nie zdziała cudów, ale niezbyt często mam na niego ochotę, więc powinnam skorzystać z okazji.
Dość klasycznie, a przy okazji dietetycznie:
filet z kuraka (bez skóry),
solidny zestaw włoszczyzny (uwielbiam gotowaną marchewkę)
przyprawy (dodatkowo czosnek)
natka pietruszki
Bez makaronu.

Wg danych znalezionych na ileważy.pl 200 ml ma tylko 49 kcal (wiadomo, wyliczanie wartości kalorycznej wywarów jest  mało wiarygodne, ale zostanę przy tym, że rosół gotowany na chudym mięsie nie jest tuczący).

Bardzo szybko nudzi mi się to co jem, więc dziś postanowiłam nieco zmodyfikować klasyczny rosołek, nadając mu orientalny smak:

Do miseczki rosołu dodałam:
- makaron How Mein Tao Tao (lubię za to, że nie trzeba gotować)
- pokrojoną marchewkę z rosołu
- kawałki kuraka również z rosołu
- wyciśnięty ząbek czosnku (naturalny antybiotyk)
- posiekana papryczka chilli (kawałeczek)
- natka pietruszki
- ciemny sos sojowy Kikkoman (jak do tej pory najlepszy jaki jadłam)
- odrobinę octu ryżowego
- w pierwszej wersji: mleczko kokosowe (skończyło się, buuuu).


Zmiany minimalne, efekt pyszny - słodko-kwaśno-pikantny smak.

Zainspirował mnie obejrzany odcinek programu Gordona Ramsaya podróżującego kulinarnie po Azji. Nieistotne, czy moja zupa ma cokolwiek wspólnego z oryginalnymi daniem, mnie bardzo smakuje.
Jutro sprawdzę wersję z makrelą (jak zawsze ugotowałam porcję dla sześcioosobowej rodziny z psem).

Nie wiem, czy to zasługa rosołu, Roo Sou, ton czosnku, czy 13 godzin snu, ale czuję się bez porównania lepiej!
Szkoda tylko, że odpuściłam siłkę i basen...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz