poniedziałek, 10 czerwca 2013

Parafrazje.



Bywam niekompatybilna z rzeczywistością. A może raczej zachowując odpowiednie proporcje: bywa, że z nią w miarę współgram.
Z pełnym profesjonalizmem i zaangażowaniem rzucam sobie kłody pod nogi. Palę za sobą mosty, wskakując na level: expert  - równając z ziemią (rzeką?) również te przede mną.
Jako potwór bagienny  podskórnie uważam, że bagno stwarza najbardziej naturalne warunki
do funkcjonowania. Stąpają po niepewnym gruncie, grzęznąc w syfie po samą szyję, zabieram sobie fizyczną możliwości, aby w końcu twardo stanąć na ziemi.
Bywam ciasteczkowym potworem. Aż do porzygu. I nie ma w tym nic tęczowego.
Wmawiam sobie, że szukam spokoju, po to aby z jeszcze większym hukiem móc ropierdolić się
o kolejny weekendowy krawężnik. Dając sobie kolejny temat do biadolenia, jakie to ma  poobdzierane kolanka, poobijane nóżki, jaką ma ulotną pamięć, słabą i ciężką główkę.
Boleśnie słaba/silna wola – przerost ambicji nad możliwościami.
Zbyt duże możliwości, które nie pozwalają zapomnieć o ambicjach.
Niemoralnie optymistyczna? Naiwna.
Znajduję to czego szukam, po to, żeby tego nie chcieć.
Im więcej wiem, tym bardziej bezsensownie działam.
Uczę się sztuki życia.
Dwudziesty piąty rok.
Nie daję sobie zaliczenia w tej sesji.

 











(tytuł wypocin/wypociny/piosenka 
moje chcenia do/realizacji - nic do siebie nie pasuje, nic nie robię dobrze)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz